Ranking nie najlepszych, nie najpopularniejszych, ale najgorszych filmów dekady, co może być równie ciekawe, jeśli nawet nie ciekawsze od list, które zamieściłam wcześniej.
W internecie roi się od różnego rodzaju top list naj...,ale mi najbardziej spodobała się lista sporządzona przez czytelników Wirtualnej Polski. Są na niej adaptacje filmowe znanych książek i nie tylko...
Oto ona:

Najbardziej rozsądnym będzie zapomnienie o jego istnieniu.
Jeden z krytyków napisał, że jeśli kogoś nienawidzisz to puść mu ten film. „YYYREEEK" to kontynuacja równie kiepskiego „Gulczas, jak myślisz”, gdzie w rolach „aktorów” pojawili się uczestnicy, popularnego swego czasu, „Big Brothera”.

To przez takie produkcje panuje błędne przekonanie, że Polacy nie potrafią kręcić dobrych filmów.
3. "NORBIT"

4. "WYSPA CIENIA"
Ostatecznie wybór padł na „Alone in the dark”, ponieważ mimo że teoretycznie jest to ekranizacja serii gier, to nie ma z nimi prawie nic wspólnego.

Z niepokojem obserwuje się informacje o produkcji Bolla, opowiadającej o koszmarze obozu koncentracyjnego…
5. "TOTALNY KATAKLIZM"
Nie ma większej zbrodni niż nakręcenie nieśmiesznej komedii. Twórcy „Totalnego kataklizmu” udowodnili, że na durnowate parodie też trzeba mieć pomysł.
Nie wystarczy tylko połączyć wątki z losowo wybranych produkcji i zatrudnić kilka apetycznych gwiazdek.

6. "ONDINE"
Po premierze „Ondine” podniosły się głosy, że po niezłym „Śniadaniu na Plutonie", jest to oznaka spadku formy Neila Jordana, który chyba już nigdy nie zbliży się do szczytu swoich możliwości, jaki zaprezentował kręcąc „Wywiad z wampirem”.

Nieciekawa fabuła została opowiedziana w taki sposób, że tylko najwięksi twardziele wytrwali do końca sensu nie chrapiąc w najlepsze. Nasza rodaczka również się nie popisała, a jej gra ograniczyła się do snucia po planie, pluskaniu i robieniu maślanych oczu. Kuriozalne zakończenie pomińmy milczeniem. Jedynymi plusami filmu okazały się irlandzkie krajobrazy i muzyka Sigur Rós. Lektura nieobowiązkowa.
7. "NINE"
Są remaki, które może nie dorównują oryginałowi, ale przynajmniej bronią się jako sprawnie zrealizowane obrazy. "Nine" w reżyserii Roba Marshalla niestety nie należy do wyżej wymienionej kategorii.
Sam pomysł odwołania się do filmów Federico Felliniego świadczy o braku instynktu samozachowawczego twórców.
Spłyćcie fabułę, pozbądźcie się wszystkiego, co stanowiło magię pierwowzoru, zatrudnijcie znane nazwiska i dorzućcie parę śpiewano-tanecznych wstawek, a wyjdzie wam "Nine". Całość nuuudna do bólu. Lepiej się ogląda dodatki na DVD dołączone do płyty z filmami o realizacji poszczególnych scen i reportaż z planu. "Nine" nie dorasta do pięt takim produkcjom jak "8 i pół" i "Dolce Vita" i grającym w nich: Marcello Mastroiannim i boskiej Anicie Ekberg.
8. "CIACHO"
„Ciacho” to podręcznikowy przykład tzw. skoku na kasę. I najgorszego polskiego filmu od lat. Zdrowy rozsądek podpowiada, że komedia z definicji powinna śmieszyć. Na filmie Patryka Vegi z pewnością nie raz parsknęliście śmiechem. Z zażenowania. Czy twórcy naprawdę myśleli, że kogoś może rozbawić pstrokata marynarka, głupia mina Kononowicz czy wsadzenie sobie pierścionka zaręczynowego w tyłek?

W filmie "Gulczas, a jak myślisz?", do tej pory uznawanym za najgorszą polską komedię ostatnich lat, przynajmniej zapamiętaliśmy dialogi dotyczące spóźniającego się Dariusza. W "Ciachu", choć niektórzy bardzo się starali, nie zapadło w pamięci nic. A właściwie nic dobrego.
9. "RH+"
„RH+” czyli dwugodzinna reklama marek odzieżowych oraz nudne rozmowy miotających się po planie gwiazdek i Michała Figurskiego, dla którego, umówmy się, nie był to najszczęśliwszy debiut.
Miało być strasznie i przerażająco– w końcu twórcy zapowiadali pierwszy polski prawdziwy thriller. Wyszła jedna wielka żenada. Zamiast planowanego napięcia mamy zatem złośliwe komentarze, uśmiechy niedowierzania i totalne rozprzężenie widzów.

Po dłuższym zastanowieniu można dojść do wniosku, że cały film zmierza do jednej sceny - pokazania nagiej Anny P.
Twórcy „RH+” zawarli w produkcji obiecywany koszmar- szkoda tylko, że w dialogach, scenariuszu i grze aktorskiej. W filmie najlepiej zagrały fantastycznie oświetlone torby z zakupami.
10. "WIEDŹMIN"
Pozostał zlepek przypadkowych scen, których jedynym wspólnym mianownikiem był nadużywający żelu do włosów Michał Żebrowski.

11. "SEKS W WIELKIM MIEŚCIE 2"

Jednak 12 lat później rewolucja została zaprzedana za blichtr, przepych i wybujałą teatralność. Do tej pory cztery babki z „Seksu w wielkim mieście” były ikonami mody. Teraz stały się jej ofiarami. Sarah Jessica Parker powinna oskarżyć chirurga plastycznego - wygląda w filmie jak transwestyta, a wersja kinowa serialu wypełniona jest wyłącznie cukrem pudrem, świecidełkami i miłosnymi wyznaniami na poziomie dwunastolatek.
Jeśli ktoś lubi się nacierać pudrowymi cukierkami i ściskać misie mówiąc im jak bardzo cukierkowy ślub sobie wyobrażają z bogatym Arabem to generalnie film jest godny polecenia:-)
12. "KOCHANKOWIE ROKU TYGRYSA"

W "Kochankach" prawie nic się nie dzieje. Bohaterowie wędrują po tajdze polując bądź sprawdzając zastawiane przez myśliwego sidła oraz prowadząc konwersacje o niczym.Przez 80 minut główny bohater snuje się po ekranie, by na krótko przed końcem zorientować się, że Song jest w rzeczywistości właścicielką ponętnej pary "cycuszków". W ciągu następnych 5 minut zatem ją uwodzi, pomiędzy młodymi wybucha płomienne uczucie i pojawia się napis KONIEC. I to chyba na tyle...
13. "ZDARZENIE"

Fabuła i jej rozwiązanie są do przełknięcia, jednak tylko w przypadku gdybyśmy mieli do czynienia z filmem klasy „B” z lat 50., a nie współczesną hollywoodzką produkcją.
14. "GHOST RIDER"
Czy aktor o spojrzeniu zbitego cocker spaniela mógł wiarygodnie wcielić się w bezlitosnego demona zemsty? Czy Mark Steven Johnson, reżyser odpowiedzialny za fatalną „Elektrę” i jeszcze gorszego „Daredevila”, był w stanie nakręcić dobry film?

Przygody Ghost Ridera, bohatera serii wydawnictwa Marvel, to świetny materiał na film i trzeba było naprawdę bardzo się postarać, żeby to spartaczyć. Film Johnsona wykonaniem przypomina produkcje telewizyjne, a scenariusz… jaki scenariusz? Z całą pewnością były to najgorzej wydane pieniądze na bilet do kina w ciągu ostatnich paru lat.
15. "BELFEGOR - UPIÓR LUWRU"
„Belfegor - upiór Luwru” to pełnometrażowy remake popularnego u nas w latach 60. serialu. Remake, dodajmy, zupełnie nieudany.
Nie chodzi tutaj o samą fabułę, która jest zupełnie niedorzeczna. Największe zastrzeżenia dotyczą wykonania, które przywodzi na myśl produkcje telewizyjne, a nie kinowy megahit. Widzowie, którzy "lubią się bać" raczej się nie przestraszą, a gęsia skórka będzie wywołana przez klimatyzację, a nie wydarzenia na ekranie. Belphegor, wygląda chwilami jak klaun, jest bardzo sztuczny, niekiedy nawet groteskowy i, co najważniejsze, nie straszy.
Film w reżyserii Jean-Paula Salomé’a po raz kolejny udowodnił, że Francuzi to sprawni rzemieślnicy, którzy zupełnie nie potrafią ciekawie opowiadać historii.
16. "MGŁA"
John Carpenter kręcąc swoją „Mgłę” dysponował ograniczonymi środkami finansowymi i technicznymi – nie zapominajmy, że był to początek lat 80. Mimo to powstał świetny film grozy, który, podobnie jak „Halloween”, trzyma w napięciu od początku do końca.

Nic z tego. Film Rupert Wainwrighta szokuje… poziomem amatorszczyzny, zamiast straszyć śmieszy, udowadniając przy okazji, że mainstreamowy horror w ostatnich latach przeżywał regres. Pokrótce: na Sea Grass kumple Nicka urządzają sobie imprezkę z seksem, mgła zaś rzuca nożami i kładzie trupem trzy osoby. Mgła zderza samochód Stevie z drugim autem i tym samym spycha go z urwiska do oceanu, a ta, jak superheroska, wypływa. Byty mnożone są ponad potrzebę, napięcia brak, muzyka nie do zniesienia, jak zresztą wszystko pozostałe.Te oraz wiele innych wad dopełniają fatalne efekty specjalne oraz w ogóle wszystko.
17. "BEZ MOJEJ ZGODY"
Film w reżyserii Nicka Cassavetesa to adaptacja bestsellerowej powieści Jodi Piccoult i chyba jedna z najgorszych produkcji 2009 roku.

Określenie „tandeta” będzie w tym przypadku pasowało, jak ulał. Jeden z tych filmów, po których, wychodząc z kina nie jesteśmy pewni czy doświadczyliśmy katarktycznego uzdrowienia czy też ulegliśmy zwykłej manipulacji emocjonalnej.
18. "NAGI INSTYNKT 2"
Kontynuacja niekwestionowanego przeboju udowadnia smutną prawdę, że wejście dwa razy do tej samej wody jest po prostu niemożliwe.

19. "SPIRIT - DUCH MIASTA"
Łukasz Muszyński napisał, że „Spirit jest niczym pistolet na wodę - kształtem przypomina prawdziwą broń, ale zabić może wyłącznie strumieniem... nudy."
Frank Miller miał do dyspozycji znanych aktorów, niemały budżet oraz scenariusz oparty na komiksie Willa Eisnera, ojca chrzestnego powieści graficznej. Okazało się, że to nie wystarczyło.

20. "OBCY KONTRA PREDATOR 2"

Pierwsza część spotkała się z dość chłodnym przyjęciem kinomanów, zawiedzionych małą ilością krwawych scen, na które wszyscy tak liczyli- w końcu marka zobowiązuje. Jednak wszelkie niedociągnięcia AVP bledną przy sequelu.
Trailer rozbudził nadzieje, które okazały się niestety płonne. Zamiast krwawej jatki twórcy zaserwowali nam komiczną parodię horroru z cyklu „seksowne nastolatki, które zawsze uciekają w złą stronę” z fabułą tak absurdalną, że „Transformers 2” to najbardziej logiczny film ostatniego półwiecza. Trzeba mieć wielki talent aktorski, aby, kiedy wszędzie wokół walają się flaki, umieć powiedzieć z kamienną miną odkrywcze i wiekopomne "Ed, tu giną ludzie?". Permanentna rzeź wszelkich możliwych stworzeń, fantastyczny scenariusz, dialogi będące klasą samą dla siebie i specyficzna gra aktorska. Wszystko to daje mieszankę doprawdy wybuchową, na której każdy fan prawdziwie dobrego złego kina powinien się świetnie bawić.
21. "PIŁA IV"
Wśród naszych propozycji na najlepszy dreszczowiec dekady znalazła się pierwsza część „Piły”. Film Jamesa Wana odbił się szerokim echem wśród widzów na całym świecie i pokazał, że kinomani głodni są mocnych wrażeń. Poza tym „Piła” oferowała całkiem niezły, trzymający w napięciu scenariusz.

22. "KOBIETA - KOT"
Czy można popsuć adaptację komiksu do tego stopnia, że nawet najbardziej gorliwi miłośnicy kobiet w trykotach wychodzili z kina z kwaśną miną? Smutny przypadek „Kobiety-Kota” pokazuje, że jest to możliwe.

Kobieta-Kot w stosunku do oryginału ma zmienione imię i nazwisko, posiada supermoce, a jej kostium przypomina raczej „uniform” striptizerki, niż komiksowy odpowiednik. Scenariusz - nad którym pracowało aż 3 autorów - sprawia wrażenie, jakby napisała go jedna osoba, po kilku piwach, na kolanie i w przerwie szczególnie emocjonującego meczu.
Zastanawia również przynależność etniczna bohaterki. Poprawność polityczna poprawnością, ale akurat ten zabieg był zupełnie niepotrzebny. "Kobieta-kot" to film zły od początku do końca.
23. "FANTASTYCZNA CZWÓRKA 2: NARODZINY SREBRNEGO SURFERA"
W tym przypadku nie ma nad czym się rozwodzić. "Fantastyczna Czwórka 2" to chyba najgorsza ekranizacja komiksu, jaka kiedykolwiek powstała.

Film również pokazuje, że niektóre historie obrazkowe po przeniesieniu na wielki ekran, rażą niestety infantylnością. Ale nie ważne o co chodzi, ważne, żeby byli bohaterowie w kostiumach bo dzieciaki to kochają.
Druga sprawa- postać Srebrnego Surfera miała spory potencjał, którego Mark Frost i Don Payne zupełnie nie wykorzystali.
24. "GIGLI"
W tym roku kapituła przyznająca „Złotą Malinę” uznała film Martina Bresta za najgorszą produkcję dekady.
Sześć lat temu „Gigli” również zostało dostrzeżone, otrzymując aż osiem statuetek tej zaszczytnej nagrody. Czyni go to swoistym rekordzistą.

25. "FENOMEN"
"Fenomen" w pierwotnym zamierzeniu miał być protestem wymierzonym w rodzimy show biznes, epatujący odbiorców medialną pulpą. Pomysł odważny i wydawać by się mogło, że dość łatwy do zrealizowania, ponieważ reżyser za broń wymierzoną w oponentów wybrał komedie. Szkoda tylko, że po głowach dostaliśmy – my, widzowie. Przecież niczemu nie zawiniliśmy! Oglądając "Fenomen" można się bowiem zastanawiać, do kogo jest on skierowany. Część dowcipów to typowe "inside jokes", które śmieszyć będą pewnie tylko ekipę i tych, co siedzą w show-biznesie. Inne skecze prezentują żenująco wręcz niski poziom, co zapewne przypadłoby do gustu osobom pokroju filmowej Oliwii i Jadźki. Wiele scen będzie zaś zrozumiała tylko dla widzów mających już trochę lat na karku i pamiętających "Chłopców radarowców" i "Kabaret Olgi Lipińskiej".

Przykrym rezultatem tych zabiegów jest reklamowy, pozbawiony jakiejkolwiek wiarygodności banner o niedorzecznym poczuciu misji, ostatecznie wykluczającym sklasyfikowanie go jako niegroźnej ciekawostki.
Zobacz także:
61 najlepszych adaptacji filmowych
100 książek, które musisz przeczytać przed śmiercią
100 filmów, które musisz zobaczyć przed śmiercią
9 komentarze: