ADAPTACJA...EKRANIZACJA...CO ZA RÓŻNICA???




Zakładając tego bloga przyszło mi na myśl porównanie książek z ich filmowymi odpowiednikami wyświetlanymi na wielkim ekranie.
Ten temat zaświtał mi w głowie, gdy w rozmowach ze znajomymi wielokrotnie słyszałam: "czytałem taką a taką książkę i oglądałem film na jej podstawie, ale książka (względnie film) lepsza...''. Ciekawa byłam, jak to właściwie wygląda: czy książka jest zawsze lepsza od filmu, czy też zdarza się odwrotnie?
Wymyśliłam sobie tytuł bloga "Księgoraj'', walnęłam nie namyślając się wiele podtytuł: "Recenzje książek i ich adaptacji filmowych" i mogłam zaczynać.
Dopiero niedawno zaczęłam się zastanawiać nad tym, po iluś tam recenzjach, czy ten podtytuł  jest właściwy. No bo oprócz adaptacji występuje jeszcze ekranizacja, a ja jak większość ludzi myślałam, że to jedno i to samo.
No cóż...okazuje się, że nie. I tu idąc za "Wikipedią  i za stroną  http://www.kolkofilmowezsp1.republika.pl/adaptacja_a_ekranizacja.html okazuje się, że:

Ekranizacja –  to filmowa forma pierwowzoru literackiego (również gry komputerowej lub komiksu). Założeniem ekranizacji jest wierne przedstawienie utworu, np. powieści, noweli, sztuki teatralnej itp., w formie filmu fabularnego.

Adaptacja - to według słownika terminów literackich to przeróbka utworu literackiego mająca na celu przystosowanie go do potrzeb nowych odbiorców bądź do innych niż pierwotne środków rozpowszechniania.


Pojęcie ekranizacji często jest stosowane zamiennie z pojęciem adaptacji.
Jednakże w przeciwieństwie do ekranizacji, która przenosi na ekran utwór literacki w sposób możliwie wierny oryginałowi, adaptacja  określa twórczy przekaz idei, wizji czy tematu danego dzieła.
Przykładem na ekranizację może być seria filmów o przygodach Harry'ego Pottera, natomiast – pozostając przy gatunku filmu przygodowego – adaptacją można by np. nazwać film oparty na powieści „Eragon” Christophera Paoliniego.
Za adaptację napisanej w formie listów powieści Pierre Choderlos de Laclos „Niebezpieczne związki” (reż. Stephen Frears) Christopher Hampton otrzymał w 1988 roku Oskara.
Pierwszą ekranizacją filmową była „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza, film napisany i nakręcony przez Enrico Guazzoniego w 1912 roku w Rzymie.

Tyle Wikipedia i reszta.



Większość czytelników książek przenoszonych na ekran nie zdaje sobie sprawy z tych różnic i nader często słyszałam czy czytałam opinie ludzi oburzonych faktem, że film ma niewiele wspólnego z książką, że reżyser pozmieniał większość scen, powprowadzał jakieś dodatkowe wątki, zmienił zakończenie itd.

W przypadku adaptacji filmowej jest to jak najbardziej dozwolone i uzasadnione, ponieważ autor scenariusza decyduje o tym, które postacie, watki i motywy opisane w książce uzgodnić w scenariuszu, a ponadto przekazuje własną interpretację. 
Scenariusz filmu może się znacznie różnić od książki, a nawet zmieniać jej wymowę moralną czy filozoficzną.Twórca adaptacji mimo daleko idących zmian w scenariuszu nie powinien się jednak zbyt daleko zapędzać, a film w zasadniczych kwestiach musi być zgodny z książką.
Co do ekranizacji, to już inna para kaloszy.

Ekranizacja oznacza wierne pod względem treści i formy przeniesienie na ekran powieści czy też sztuki teatralnej i w tym wypadku czytelnicy jak najbardziej mają prawo oczekiwać pełnej zgodności ekranizacji filmowej z literackim pierwowzorem.
Warto więc, nim zaczniemy wykrzykiwać słowa krytyki pod adresem właśnie obejrzanego filmu nakręconego na podstawie książki, zorientować się najpierw czy to adaptacja czy ekranizacja.
Postanowiłam więc jednak podtytuł bloga zmienić na: "Książki, adaptacje,ekranizacje", bo jak widać z powyższego tekstu adaptacja i ekranizacja to jednak nie to samo.


Dla mnie typową ekranizacją jest np. ''Zielona mila'' i ''Skazani na Shawshank" Stephena Kinga. W filmach pominięto co prawda niektóre mniej ważne wątki, w "Skazanych...'' narrator jest białym Irlandczykiem o rudych włosach, gdy tymczasem w filmie gra go czarnoskóry Morgan Freeman. Ale to właściwie jedyne zmiany wprowadzone w scenariuszu.
Co do adaptacji, to stawiałabym na np. ''Draculę" reżyserii Francisa Forda Coppoli. W filmie reżyser dodał wątek miłosny, który stał się głównym tematem w przeciwieństwie do książki, w której ten wątek nie występuje w ogóle. Temat miłości Draculi do Miny praktycznie zmienił nasze podejście do hrabiego jako bezwzględnego potwora mordującego wszystkich na swojej drodze i w związku z tym pojawiły się też dylematy moralne, o których w powieści mowy nie ma. Więcej na ten temat możecie przeczytać w mojej recenzji Stary, dobry...Dracula.
 
Podstawowym błędem, który także często robię, jest najpierw oglądanie filmu będącego ekranizacją lub adaptacją, dopiero później czytanie książki.
Dlaczego to błąd?
Jak to się mówi: "je się oczami" i dlatego film z często wyszukanymi efektami specjalnymi, wspaniałą scenografią, kostiumami czy ulubionymi aktorami może się wydawać atrakcyjniejszą formą przekazu niż książka. Jednak w filmie mamy wszystko podane na tacy, zgodnie z wizją scenarzysty i reżysera,wszystko ma wyglądać tak, a nie inaczej. Książka natomiast pozostawia naszej wyobraźni o wiele większe pole do popisu. Właściwie ilu ludzi, tyle wyobrażeń i opinii o książce. Mogą być podobne ale nigdy identyczne. Dlatego jednak zdecydowanie polecam w pierwszym rzędzie przeczytanie książki, a dopiero później pójście do kina na jej odpowiednik filmowy.
Oczywiście nie zawsze książka musi być lepsza od filmu. Zdarza się, że jest odwrotnie. Moim zdaniem tak się stało w przypadku ''Carrie" Kinga, ''Imienia róży" Umberto Eco, czy "Pamiętników Bridget Jones". Zaznaczam, że to tylko moje zdanie. Zdarzają się też mniej lub bardziej udane ekranizacje książek.
Ale która z nich to strzał w dziesiątkę, a która to zupełnie ''poroniony" pomysł? Może mi podpowiecie i podzielicie się ze mną waszymi propozycjami? Zapraszam!:-)

 


Zobacz także:
61 najlepszych adaptacji filmowych na podstawie książek









STARY, DOBRY....DRACULA







OPIS:

3 maja 1893. Młody prawnik Jonathan Harker przybywa do Transylwanii, by spotkać hrabiego Draculę, który zainteresowany jest nabyciem posiadłości w Londynie. Początkowo podróż przebiega bez problemu, jednak gdy mężczyzna zbliża się do celu, dostrzega niepokojące sygnały, że coś jest nie w porządku. Ludzie, których spotkał po drodze, odruchowo czynili znak krzyża na dźwięk nazwiska hrabiego, z kolei sam arystokrata okazuje się wyjątkowo tajemniczy, by nie powiedzieć demoniczny. Wkrótce Harker przekonuje się, że stare zamczysko pełne jest sekretów, których lepiej nie odkrywać, a on sam staje się więźniem hrabiego i jego trzech diabolicznych towarzyszek...
Opublikowana w 1897 roku powieść "Dracula" irlandzkiego pisarza Brama Stokera wstrząsnęła czytelnikami, natychmiast stając się sensacją, a dziś uchodzi za klasykę gatunku grozy, słusznie zaliczaną w poczet stu najwybitniejszych powieści wszech czasów. Ujęta w formę listów, wycinków prasowych i fragmentów dzienników, porusza autentyzmem oraz złożonością i różnorodnością zawartych w niej uczuć i emocji. Mimo upływu lat hrabia Dracula wciąż przeraża...
Nowy, doskonały przekład klasycznego horroru! 



KSIĄŻKA:

Lubię wampiry. Fascynują mnie, przerażają, czasami wzbudzają litość...Pamiętam nawet, że wiele lat temu zdarzały mi się sny, w których sama byłam wampirem skazanym na polowanie na innych ludzi i jednocześnie uciekającym przed innymi wampirami ścigającymi mnie za to, że nie chciałam być tak okrutna jak oni ...że nie chciałam już krzywdzić innych ludzi. Sny są czasami dziwne. Ale dobrze pamiętam to wspaniałe uczucie mocy, wyższości nad zwykłymi ludźmi, latania ponad drzewami w mroku...Cóż, zawsze miałam dużą wyobraźnię:-) Może dlatego preferuję opowieści o fantastycznych stworzeniach i o zwykłych ludziach obdarzonych niezwykłymi umiejętnościami.
Wraz z opublikowaniem przygód Harry'ego Pottera do łask wróciły stare opowieści o magii, bajecznych stworach i potworach znanych ludziom od wieków, takich jak m.in. wampiry. No i dobrze. Szczerze mówiąc znudziły mi się już królujące w latach 70-tych i 80-tych filmy s-f o kosmicznych podbojach.
W podstawówce rysowaliśmy obrazki na temat: "Jak wyobrażacie sobie świat w 2000 roku?". Oczywiście na rysunkach latały głównie fantastyczne pojazdy między wieżami fantastycznych miast. Stare baśnie i legendy wyszły z mody. Mimo, ze lubię opowieści s-f, zdecydowanie bardziej wolę przeczytać czy obejrzeć "Władcę pierścieni" niż np. popularny w latach 70-tych serial "Kosmos 1999" czy "Planetę małp" (hehe...pamiętacie?).
Co do opowieści o wampirach postanowiłam przeczytać książkę, od której to wszystko chyba się zaczęło. Czyli "Draculę" Brama Stokera.
Tytułowy Dracula stał się pierwowzorem wampira dla wielu innych twórców opowieści o tej tematyce.
Dlaczego?

Powieść Brama Stokera jest książką przedstawiającą wampiry tylko i wyłącznie z tej złej strony. Brak w niej jakichkolwiek rozterek moralnych czy dramatów przeżywanych przez te istoty doskonale przedstawionych np. w książce "Wywiad z wampirem" autorstwa Anne Rice. W sadze "Zmierzch" Stephenie Meyer wampiry także stały się bardziej "ludzkie", zrozumiałe dla nas.
Bram Stoker nie bawi się w te klocki i już. Czarne jest czarne, białe- białe.  Wampir to w jego powieści zło w czystej postaci, prawdziwy potwór z krwi i kości, taki jakiego przedstawiano od wieków w starych wierzeniach i legendach.
Całą swoją powieść Stoker przedstawił w formie listów, fragmentów pamiętników głównych bohaterów i wycinków z gazet, co czyni tę opowieść bardzo realistyczną. Bardziej mi przypomina kryminał, niż jakikolwiek inny gatunek literacki. Stoker skupia się tu głównie na faktach, pomijając właściwie szczegółowe opisy wyglądu czy charakteru bohaterów. Nie znajdziemy też w "Draculi" porozciąganych opisów przyrody, krajobrazów, poza tymi naprawdę niezbędnymi. Dodając do tego relacje świadków i wycinki z gazet otrzymujemy właściwie powieść kryminalną z elementami fantastyki i horroru. Jeśli ktoś lubi ciągłą akcję i mroczne sceny mrożące krew w żyłach, bez bawienia się w filozoficzne rozważania nad sensem życia - "Dracula" to coś dla niego.
Mimo, że w trakcie czytania tej opowieści co rusz przeskakujemy z pamiętnika jednego bohatera do listów drugiego, a później do kolejnego wycinka z gazety,  fabuła składa się w jedną spójną całość, a całą historię poznajemy z różnych punktów widzenia bohaterów "Draculi".

Głównym bohaterem książki jest Jonathan Harker - młody angielski prawnik, wyruszający w podróż do zamku hrabiego Drakuli w celu sfinalizowania przez niego zakupu posiadłości w Londynie. Czytając zapiski z podróży w jego dzienniku wkraczamy do mrocznej i nieznanej Transylwanii leżącej gdzieś w Rumunii, otoczonej posępnymi górami, zamieszkanej przez przesądnych wieśniaków i groźnych Cyganów. Nastrój grozy i napięcia systematycznie wzrasta z każdym kolejnym wpisem w dzienniku Harkera. Gdy dociera do zamczyska hrabiego, Dracula wydaje mu się początkowo tylko kulturalnym i zamożnym człowiekiem, może trochę demonicznym, jednak z każdym kolejnym dniem wychodzą na jaw jego dziwne zachowania i przyzwyczajenia.

Z biegiem czasu prawnik przekonuje się, że hrabia to potwór polujący na ludzi, a on sam został więźniem hrabiego i jego trzech wampirzych towarzyszek. Czując, że jego dni są policzone, Harker będąc na skraju załamania nerwowego i wycieńczenia, podejmuje próbę ucieczki.
O dalszych jego losach dowiadujemy się z listów i pamiętnika jego narzeczonej - Wilhelminy Murray, poznajemy także kolejnych bohaterów tej powieści:
Lucy - przyjaciółkę Wilhelminy,
Artura Holmwooda - narzeczonego Lucy,
dr Johna Sewarda - psychiatrę,
...i oczywiście profesora Abrahama van Helsinga - uczonego z Amsterdamu, sprowadzonego do pomocy chorej Lucy. Jego ogromna wiedza i umiejętność zachowania otwartego umysłu, czynią go przywódcą drużyny ścigającej Draculę.
Akcja powieści dzieje się w kilku miejscach: w Transylwanii, Anglii i na pokładzie statku transportującego skrzynie z ziemią i z samym Draculą w jednej z nich. W każdym z tych miejsc mamy do czynienia z budzącymi grozę i przerażenie wydarzeniami, ale na mnie największe wrażenie zrobił opis stopniowego wykańczania przez Draculę marynarzy na statku transportowym. Relacja spisana w dzienniku pokładowym przez kapitana jest chyba najbardziej mrocznym wątkiem w opowieści o Draculi.
 Motyw walki dobra ze złem, mroczny, gotycki klimat, dzikie krainy z wyciem wilków w tle, dzicy Cyganie, wampirze bestie czające się w mroku i czyhające nawet na dzieci i niemowlęta porywane z kołyski - to wszystko sprawia, że "Draculę" Stokera czyta się z dreszczem przebiegającym po plecach całkowicie wciągając się w ten niesamowity klimat.
Jednym słowem klasyka gatunku.



Dracula [Bram Stoker]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Cytaty z książki:

1. "Kocham szarość, mrok i ciemność nocy, lubię być sam, a za najodpowiedniejsze towarzystwo uznaję własne myśli."
2. "Człowiek niekiedy więcej może się nauczyć od wariata, niż od mędrców."
3. "Jestem osaczony przez zło, które boję się nawet nazwać..."
4. "Piekło ma swoją cenę."
5. "Wszystko zdawało się pogrążone w osobliwym bezruchu, lecz nadstawiwszy ucha posłyszałem      dobiegające z doliny wycie wilków.
- proszę posłuchać - odezwał się hrabia z błyskiem w oku.
- Dzieci nocy. Jakaż to muzyka!
"


 
FILM:


Mimo, że "Dracula" doczekał się gorszych i lepszych adaptacji, mnie urzekła szczególnie adaptacja tej powieści z 1992 roku w reżyserii Francisa Forda Coppoli.
Coppola w swoim filmie jako wątek dominujący przedstawił miłość Draculi do swojej ukochanej - Elizabety, gdy jeszcze Dracula jako Vlad Draculia walczył na polach bitew w obronie krzyża i wiary.

Gdy Elizabeta otrzymuje fałszywą wiadomość o śmierci swojego ukochanego, rzuca się do rzeki popełniając samobójstwo i tym samym zostaje potępiona przez duchownych za ten czyn.
Oszalały z bólu rycerz Draculia wypowiada posłuszeństwo Bogu i kościołowi i skazuje się w ten sposób na potępienie stając się potworem żywiącym się krwią niewinnych. Po latach, gdy do jego mrocznego zamku przybywa prawnik Jonathan Harker, Dracula odkrywa niesamowite podobieństwo narzeczonej Harkera - Miny Murray do jego utraconej Elizabety i postanawia zyskać jej względy...
W powieści Brama Stokera nie ma słowa o jakimkolwiek uczuciu. Dracula jest przedstawiony jako bezwzględne monstrum, mordujące wszystkich jak leci. Moim zdaniem dobrze się stało, że Coppola wprowadził do tej opowieści wątek miłosny, co czyni Draculę bardziej ludzkim, a nam łatwiej jest zrozumieć jakim cudem taki potwór się właściwie narodził i skąd się wziął.

Oglądając "Draculę" miałam mieszane uczucia co do tytułowego bohatera:
nienawidziłam go w momencie, gdy przyniósł niemowlę na pożarcie swoim trzem wampirzym towarzyszkom, wzbudzał we mnie współczucie, gdy Mina go porzuciła aby wziąć ślub z Jonathanem, wpadałam w romantyczny nastrój kiedy Dracula zmieniał się w przystojnego młodzieńca uwodząc Minę i zamieniając jej łzy w diamenty....
Reżyserowi chyba właśnie o to chodziło, aby odbierać Draculę nie tak jednoznacznie jak w powieści. Dodało to całej historii więcej kolorytu, stała się bardziej dynamiczna. W filmie nie wszystko jest białe i czarne, złe i dobre, jest coś pomiędzy...Odniosłam nawet wrażenie, że to ludzie ścigający Draculę i tępiący wampiry są bardziej bezwzględni niż on sam. Złapałam się wręcz na tym,że pod koniec filmu kibicowałam Draculi i jego ukochanej, a nie ścigającym go ludziom!
Na uwagę w tym filmie zasługuje na pewno sceneria: gotyckie sceny zamku, mroczne zaułki miasta, mgła kłębiąca się w ogrodach i na cmentarzu...do tego klimatyczna muzyka. Cudowne kostiumy i charakteryzacja!
A gra aktorów?
Gary Oldman w roli Draculi - strzał w dziesiątkę! Aktor, którego widziałam w wielu rolach i w ŻADNEJ nie wypadł słabo czy chociażby średnio. Jego talent aktorski jest niesamowity. Jego rola w tym filmie przyćmiła nawet rolę Anhony'ego Hopkinsa grającego Abrahama van Helsinga, kolejnego z moich ulubionych aktorów.
Winona Ryder - jak najbardziej poprawnie. Zagrała tak jak powinna i już. Niewinnie, dziewczęco, zwiewnie.
Najbardziej mnie rozczarował Keanu Reeves - jest po prostu mdły.
A więc, czy warto obejrzeć ten film? Jak najbardziej tak!
Momentami jest komiksowy (tak, tak...), momentami - trochę za bardzo erotyczny jak na taką opowieść:-), ale posiada niesamowity klimat i naprawdę dobrze się go ogląda bez cienia nudy. Pokazuje, że nawet potwór może mieć ludzkie uczucia i dlatego trochę mi przypomina "Piękną i bestię".  Pozostaje także na długo w pamięci.
 I chyba o to chodzi w dobrych filmach, no nie?




gatunek:Horror
 produkcja:USA
premiera:31 grudnia 1992 (Polska) 13 listopada 1992 (świat)
reżyseria:Francis Ford Coppola
 scenariusz:James V. Hart
  • obsada
Gary Oldman - Dracula
  Winona Ryder - Mina Murray / Elisabeta
  Anthony Hopkins - Profesor Abraham Van Helsing
  Keanu Reeves - Jonathan Harker 
  Richard E. Grant - Dr Jack Seward
  Cary ElwesLord Arthur Holmwood
  Billy CampbellQuincey P. Morris
  Sadie FrostLucy Westenra


  • ciekawostki
1. Krzyk Vlada, po tym jak wbija miecz w krzyż, nie jest krzykiem aktora. Jest to głos Luxa Interiora, wokalisty zespołu "The Cramps".
2. Na początku do roli Renfielda brano pod uwagę Steve'a Buscemiego, ale ten zrezygnował. Wśród kandydatów znalazł się też Ian Dury.
3. Reżyser sam oficjalnie skrytykował swoją decyzję o obsadzeniu Keanu Reevesa w roli Jonathana Harkera. Według niego, potrzebował młodego, popularnego gwiazdora, który znalazłby wspólny język z dziewczynami.
4. Do roli Hrabiego Draculi przesłuchiwani byli m.in.: Andy Garcia, Gabriel Byrne, Armand Assante, Antonio Banderas i Viggo Mortensen. Potencjalnymi kandydatami do roli byli również: Daniel Day Lewis, Alec Baldwin, Jason Patric, Aidan Quinn, Christian Slater, Nicolas Cage, Michael Nouri, Dermot Mulroney, Keanu Reeves, Costas Mandylor, Nick Cassavetes, Adrian Pasdar, Hugh Grant, Rupert Everett, Ray Liotta, Sting, Kyle MacLachlan, Alan Rickman, Colin Firth i Hart Bochner.
5. Liam Neeson ubiegał się o rolę Van Helsinga, ale Anthony Hopkins okazał się bezkonkurencyjny. 
6. Początkowo to Sadie Frost (filmowa Lucy) miała zagrać Minę, a rola Lucy miała przypaść Juliette Lewis.
7. Ofertę wcielenia się w postać Jonathana Harkera odrzucił Johnny Depp. Pod uwagę do roli brany był również Charlie Sheen.
8. Pod uwagę do roli Miny Murray brana była Drew Barrymore. Ostatecznie w postać tę wcieliła się Winona Ryder.
9. Pościg za Draculą dociera do Warny, która tak naprawdę znajduje się w Bułgarii a nie w Rumunii.
10. Lucy daje Minie pierścionek jako prezent ślubny ale później znów widać go na palcu Lucy.
11.Gdy Dracula (Gary Oldman) pojawia się w pokoju podczas wampirzej orgii widać platformę, na której stoi.
12. Gdy Mina dostaje listy od siostry Agathy, która opiekuje się Jonathanem po jego ucieczce z zamku, chce pokazać je Lucy. Mina trzyma owe listy w ręce, jednak gdy przed wejściem do pokoju Lucy zatrzymuje ją Van Helsing, a potem z nią tańczy Mina nie ma żadnych listów.
13. Podczas scen w ogrodzie, długość czerwonej sukni Lucy zmienia się z każdym ujęciem.
14. W filmie możemy zauważyć, że struny w harfie są kolorowe, co nie pasuje do czasu akcji filmu, gdyż w epoce wiktoriańskiej struny nie były kolorowe.
15. Kiedy Lucy leży w przeszklonej trumnie można dostrzec klatka piersiowa unosi się i opada.
16. Podczas sceny Van Helsinga z Miną w ognistym kręgu, jego krzyż znika na sekundę. W następnym ujęciu pojawia się jednak ponownie.
17. Język, który jest używany na dworze hrabiego na początku filmu nie jest starorumuńskim. Jest to raczej staroangielski przetłumaczony na współczesny rumuński.
18. Jonathan po ucieczce z zamku Drakuli siwieje. W następnych scenach jego włosy znowu są czarne, później widzimy śladową ilość siwizny, a następnie jego włosy ponownie są dość mocno siwe.
19. Kiedy hrabia śledzi Minę, kupuje gazetę, jednak gdy Mina zaprowadza Vlada do kina, po gazecie nie ma śladu.
20. W scenie z transfuzją, Van Helsing mówi "Metoda Landsteinera". Owa metoda została opublikowana trzy lata po wydarzeniach ukazanych w filmie.
21. Podczas gdy Harker przybywa do zamku, widać zbliżający się cień hrabiego, a tuż za nim - cień człowieka z ekipy filmowej. 
22. W otwierającej scenie jest mowa o tym, że Konstantynopol upadł w 1462. W rzeczywistości obecny Stambuł został zdobyty przez Turków w 1453 roku.
23. Film nakręcono w Culver City, Universal City i Los Angeles (Kalifornia, USA).
24. Scena gdy Mina uwodzi Van Helsinga została nakręcona, lecz potem wycięta.
25.  Jako krwi użyto czerwonej galaretki. 
26. Scenariusz miał być zrealizowany jako film dla TV, ale Francis Coppola powiedział, że go wyreżyseruje.
27. Sadie Frost ufarbowała swoje brązowe włosy na rudo po tym jak stwierdzono, że za bardzo przypomina Winonę Ryder.
28. Ujęcie, w którym bohater Keanu Reevesa, wchodzi do zamku Drakuli, zostało nakręcone od końca, by nadać wejściu bardziej złowrogi charakter.
29. Dochody z filmu uratowały przed bankructwem studio filmowe Coppoli, Zoetrope, którego szefowie przez ostatnie 3 lata zmagali się z problemami finansowymi. Ich długi sięgały 27 milionów dolarów. 
30. Kiedy Mina wspomina swoje poprzednie życie jako Elisabeta, mówi o kraju za wielkim lasem ("land beyond a great forest"). W rzeczywistości jest to literackie określenie Transylwanii.
31. Obraz hrabiego Drakuli, o którym Harker wspomina po przybyciu do zamku, jest w rzeczywistości autoportretem niemieckiego malarza Albrechta Dürera, z tą różnicą, że na obrazie widnieje twarz młodego Drakuli czyli Gary'ego Oldmana.
32. W jednej ze scen Mina mija ogłoszenie the Lyceum Theatre and Henry Irving. Autor "Drakuli" kierował teatrem, a Sir Henry Irving był podobno jedną z pierwotnych inspiracji do stworzenia postaci hrabiego Drakuli. 
33. Na pierwszym spotkaniu obsady filmu, Francis Ford Coppola kazał wszystkim głównym aktorom przeczytać kolejno na głos całą powieść Brama Stokera, aby dobrze wczuli się w historię Drakuli. Według Anthony'ego Hopkinsa zajęło to całe dwa dni.
34.W czasie kręcenia sceny, w której Drakula zlizuje krew z brzytwy Harkera, Gary Oldman był pijany. Ostatecznie scenę nakręcono po północy, co wpłynęło na jej klimat i pomogło wprawić ekipę w odpowiedni nastrój.
35. Mała dziewczynka, która grała dziecko niesione do krypty przez Lucy, autentycznie przestraszyła się Sadie Frost w charakteryzacji i najwyraźniej nie spodziewała się, że wystapi w więcej niż jednym ujęciu. Reżyser i aktorka musieli długo namawiać dziecko do dokończenia sceny
36. Anthony Hopkins oprócz swoich dwóch ról w tym filmie (Van Helsing i Cesare) podłóżył również głos jako kapitan statku Demeter, na pokładzie którego Dracula przybył do Anglii.
37. Prywatnie Winona Ryder nie przepada za Garym Oldmanem, więc w przerwach między kręceniem scen Winona unikała Gary'ego jak tylko mogła.
38. Wszystkie kostiumy, których użyto w filmie były wzorowane na kostiumach z teatru Kabuki, ponieważ zajmowała się nimi Japonka Eiko Ishioka.
39. Fragmenty ścieżki dźwiękowej filmu wykorzystano w utworze "Thelena" (album "Monochrome z 1995 r.) holenderskiej grupy Wish, uprawiającej muzykę rock/gothic/industrial.
Galeria zdjęć z filmu




















Trailer z filmu

 
 
 
 












DUMA I UPRZEDZENIE






OPIS:

Najgłośniejsza powieść Jane Austen, na podstawie której zrealizowano równie głośny film. Nawiązuje do niej Helen Fielding w bestsellerowym Dzienniku Bridget Jones. Niepozbawiona ironii i humoru kostiumowa opowieść o zamążpójściu.
Rzecz dzieje się na angielskiej prowincji na przełomie XVIII i XIX wieku. Niezbyt zamożni państwo Bennetowie mają nie lada kłopot – nadeszła pora, by wydać za mąż ich pięć dorosłych córek. Sęk w tym, że niełatwo jest znaleźć odpowiedniego męża na prowincji. Pojawia się jednak iskierka nadziei, bo oto posiadłość po sąsiedzku postanawia dzierżawić pewien młody człowiek, przystojny i bogaty...

KSIĄŻKA:

Postanowiłam się zabrać za czytanie książki, która zajmuje pierwsze miejsce na liście 100 książek, które musisz przeczytać przed śmiercią zamieszczonej na moim blogu. 
Dlaczego?
Po pierwsze: z ciekawości - co takiego sprawiło, że ta powieść znalazła się na samym szczycie tej listy i czy rzeczywiście na to zasługuje, po drugie: stwierdziłam, że czas najwyższy oderwać się (przynajmniej na jakiś czas) od recenzowania współczesnych horrorów i twórczości Stephena Kinga i przeczytać powieść z zupełnej innej beczki:-), po trzecie: przypomniałam sobie, jak bardzo mnie kiedyś pochłaniały powieści historyczne i to do tego stopnia, że wielokrotnie do nich wracałam.
W przypadku "Dumy i uprzedzenia" zrobiłam błąd, który ostatnio często popełniam, a mianowicie: najpierw oglądam ekranizację książki, dopiero później ją czytam. Uważam, że to błąd dlatego że w przypadkach szczególnie udanych ekranizacji książka może trochę stracić na atrakcyjności w trakcie jej późniejszego czytania. Tak też stało się i tutaj. Najbardziej mi nie pasował zbyt górnolotny styl, w którym została napisana.
Dokładnie tak, jakby pisała to dobrze wychowana panienka obracająca się w sferach i "towarzystwie", które są opisane w powieści. Nie ukrywam, że w trakcie czytania książki było to dla mnie najbardziej męczące. Niemniej sama fabuła powieści zatarła trochę to wrażenie. Nie znajdziemy w niej rozciągniętych do granic możliwości opisów przyrody, czy filozoficznych rozważań. Wręcz przeciwnie: tempo i zwroty akcji są na tyle szybkie, że nie sposób się nudzić przy tej książce.

Na szczególną pochwałę zasługuje przedstawienie przez autorkę postaci występujących w powieści.
Każda z nich jest niezwykle realistycznie opisana i pokazana wraz z ich zaletami i przywarami.
Np:
Pani Bennet - dość płytka kobieta, której jedynym celem w życiu jest korzystne wydanie córek za mąż,
Pan Bennet - inteligentny i spokojny, potrafiący jedną błyskotliwą i ironiczną uwagą zwalić swoją histeryzującą żonę z nóg,
Elizabeth Bennet - córka państwa Bennet i główna bohaterka powieści, posługująca się ciętym językiem, a przy tym nie pozbawiona sporej dozy humoru i pogodnego podejścia do życia,
Jane Bennet - najstarsza córka Bennetów, troszkę zbyt wyidealizowana i "zwiewna" - jak dla mnie,
Lidia Bennet -  ...gdyby głupota mogła fruwać, to ona była by gołębicą...jej denerwujące i niefrasobliwe podejście do życia doprowadza do łez całą rodzinę. Po prostu "czarna owca"...
Pan Darcy - na pozór dumny i nieprzystępny, w rzeczywistości facet z zasadami ale o dobrym sercu,
Pastor Collins - hipokryta i wazeliniarz, robiący wszystko dla osiągnięcia własnych korzyści
...i wielu, wielu innych....
To, co najbardziej mnie urzekło w tej książce to: z jednej strony przemiana pana Darcy'ego będącego pod wpływem rodzącego się uczucia do Lizzy Bennet, z drugiej - skorygowanie swoich poglądów i zasad rządzących Elizabeth w miarę poznawania prawdziwego pana Darcy'ego.

Duma - złagodniała, uprzedzenie - odeszło. Zwyciężyła - miłość!
Urocza powieść, ucząca nas empatii, współczucia, poświęcenia dla drugiej osoby, a przy tym bezlitośnie drwiąca z ludzkich przywar i słabości.
Uwielbiam angielskie klimaty opisujące  XIX wiek, książki i filmy kostiumowe z tamtego okresu. Stroje, powozy, bale, tajemnicze ogrody i labirynty z żywopłotu, niesamowite rezydencje i ich wyposażenie, skandale towarzyskie i plotki... I te obowiązujące wtedy konwenanse... Z drugiej strony, nam - ludziom żyjącym w współczesnych czasach fakt, że jedynym celem w życiu tzw. panienki z towarzystwa było dobre zamążpójście, może się wydawać śmieszne.
I jakież to było proste! Miłość = małżeństwo i już:-)
Czym więc jest powieść Jane Austin? Pospolitym romansem? Na pewno nie. Tak się składa, że na liście przeczytanych książek mam też kilka pozycji z "Harlequina" (tak, tak...:-)). Pan Darcy nie ma raczej nic wspólnego z bohaterami takich romansów, dumnie prężącymi swoje wspaniale umięśnione i opalone ciało przed swoimi olśniewająco pięknymi wybrankami, z którymi w finalnej scenie namiętnie i ze szczegółami uprawiają seks. Chociaż... nie zawadziłoby, żeby autorka zamieściła w "Dumie i uprzedzeniu" scenę choćby pocałunku między głównymi bohaterami. Niby tak niewiele, ale tego mi brakowało do pełni szczęścia:-).
 A więc jest może powieścią obyczajową? Chyba też nie do końca. Tak się składa, że Jane Austin udało się doskonale połączyć powieść obyczajową z wątkiem romantycznym, przeplatając ją na dokładkę sensacyjnymi wydarzeniami spadającymi na głównych bohaterów jak grom z jasnego nieba. Aby tak napisać powieść, trzeba być mistrzem w swoim fachu.
Czy Jane Austin nim jest? Przeczytajcie "Dumę i uprzedzenie" i oceńcie sami:-)


Duma i uprzedzenie [Jane Austen]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Cytaty z książki:

  1. " Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony."
  2. " Daremnie walczyłem ze sobą. Nie poradzę, nie zdławię mego uczucia. Pozwól mi, pani, wyznać, jak gorąco cię wielbię i kocham."
  3. " Świat cierpi na brak mężczyzn, szczególnie tych, którzy są cokolwiek warci."
  4. " Duma związana jest z tym, co co sami o sobie myślimy, próżność zaś z tym, co chcielibyśmy, żeby inni o nas myśleli."
  5.  "Wyobraźnia kobiety jest wartka jak strumień, w mgnieniu oka przeskakuje z podziwu do miłości, zaś z miłości do ołtarza."





FILM:

Może do tej pory nie zabrałabym się za recenzowanie "Dumy i uprzedzenia", gdybym przypadkiem nie trafiła na mini serial o tym samym tytule lecący w telewizji. Obejrzałam jeden odcinek i....postanowiłam szybko ściągnąć resztę z internetu.
Brytyjski serial w wersji BBC całkowicie mnie oczarował. Kostiumy, scenografia, cudowne widoki angielskich posiadłości i ogrodów z przełomu XVIII i XIX wieku, to niewątpliwy atut tej produkcji. Ale na tym się nie kończy. Każdy szczegół w tym serialu jest doskonale dopracowany: nawet rozmowy pod ścianami w trakcie balów i przyjęć, gesty i uśmiechy innych osób na sali, stroje wieśniaków. Drugi plan gra równie doskonale, jak pierwszy.

Gra aktorska w tej produkcji to mistrzostwo świata.
Dobór aktorów obsadzających poszczególne role to także strzał w dziesiątkę. Choć najpierw obejrzałam serial, przy czytaniu powieści już nie wyobrażałam sobie innego pana Darcy'ego niż Colin Firth, czy innego pastora Collinsa niż David Bamber:-).
Nawiasem mówiąc scena oświadczyn pastora Collinsa jest przekomiczna:-). Gra aktorska poszczególnych aktorów - bez zarzutu. No i ta mimika!
Colin Firth grający pana Darcy'ego samym spojrzeniem, samym wyrazem twarzy potrafi wyrazić tyle emocji, że....w zasadzie już nic nie musi mówić:-) a widzowi na ten widok serce przyspiesza nabierając galopującego tempa. Nie sposób też nie polubić Elizabeth Bennet, którą gra Jennifer Ehle. Panienka mająca swoje zdanie, poczucie humoru i mówiąca bez ogródek co myśli o innych, a przy tym pełna współczucia dla innych, zdolna do poświęceń i o dobrym sercu: Jennifer Ehle właśnie tak ją ukazała grając Elizabeth. Czyli tak, jak powinna:-). Julia Sawalha, której powierzono rolę Lydii Bennet także spisała się na medal: oglądając w serialu jej denerwujące wyczyny przysparzające jej biednemu ojcu siwych włosów na głowie, a całą resztę rodziny doprowadzając do apopleksji, miałam ochotę nią zdrowo potrząsnąć.
Wszystkie postacie w serialu zostały tak wyraziście zagrane, jak wyraziście w swojej powieści opisała je Jane Austin.
Tempo i zwroty akcji, czasami zupełnie niespodziewane, wiadomości spadające znienacka na bohaterów, także nie pozwalają się nudzić i sprawiają, że ten serial ogląda się zapartym tchem.

W 2005 roku powstała także amerykańska wersja kinowa "Dumy i uprzedzenia"
w reżyserii Joe Wrighta, z Keirą Knightley i Matthew Macfadyenem w rolach głównych, ale przyznam się, że tej produkcji nie oglądałam. I trochę boję się oglądać, po tym co zobaczyłam w serialu produkcji BBC. Wątpię, czy film potrafi dorównać serialowi, ale cóż...aby to sprawdzić, trzeba go obejrzeć. I właśnie mam taki zamiar a po wszystkim postaram się zaktualizować ten wpis i porównać obie produkcje. A może ktoś z Was obejrzał już ten film i zechce się ze mną podzielić swoimi wrażeniami? Jeśli tak, to serdecznie zapraszam:-)







gatunek: Kostiumowy, Melodramat
muzyka: Carl Davis
zdjęcia: John Kenway
na podstawie: Jane Austen "Duma i uprzedzenie" (powieść)
studio: British Broadcasting Corporation (BBC)
          Chestermead
kraj: Wielka Brytania

  • obsada:
Colin FirthFitzwilliam Darcy
Jennifer Ehle - Elizabeth Bennet
Susannah Harker - Jane Bennet 
Julia Sawalha - Lydia Bennet
Alison Steadman - Pani Bennet
Benjamin WhitrowPan Bennet
Crispin Bonham-Carter - Charles Bingley
Polly Maberly - Kitty Bennet


  • ciekawostki:
1. Lucy Davis (Maria Lucas) pierwotnie była przesłuchiwana do roli Lydii Bennet.
2. Crispin Bonham-Carter, który wciela się w postać pana Bingley'a, początkowo starał się o rolę George'a Wickhama.
3. Podczas tańca Lizzy z Darcym na balu w Netherfield widać w lustrze odbicie świateł studyjnych.
4. Kiedy Lizzy gra podczas wizyty w Rosings Park, kamera zbliża sie do górnej części instrumentu i widać wyrażnie, że żaden z młoteczków nie uderza w struny podczas jej rzekomego grania.
5. Kiedy Elizabeth i Darcy tańczą po raz pierwszy na balu w Netherfield widoczny jest krótki czarny włos uwięziony w kamerze.
 6. W końcowej scenie ślubu, kiedy państwo młodzi wsiadają do swoich powozów, wszystko wokoło jest pokryte śniegiem, poza jednym drzewem w prawym górnym rogu, które jest kompletnie zielone.
7. Kiedy Lizzy wychodzi z domu pana Collinsa, w pewnym momencie następuje cofnięcie kamery do Charlotty i w tle słychać cichutko dzwoniący telefon.
8. Podczas sceny, w której Darcy oświadcza się Lizzy na plebanii w Hunsford, zegar przez cały czas pokazuje 17 minut po godzinie szóstej.
 9. W czasie recitalu Lizzy w Pemberley pan Bingley wykrzykuje słowa "Absolutnie fantastycznie", które są zupełnie niezsynchronizowane z obrazem.
10. Kiedy Darcy po raz pierwszy przedstawia Elizabeth swoją siostrę, położenie jego rąk zmienia się w zależności od ujęcia - dzieje się to w czasie gdy mówi Lizzy, że Bingley jest w pobliżu i również chce się z nią zobaczyć.
11. Gdy Lizzy dostaje dwa listy od Jane, obydwa są zapieczętowane czerwonym woskiem. W następnej scenie gdy je kolejno otwiera  jeden z nich jest zapieczętowany białym woskiem.
12. Po odrzuconych oświadczynach, gdy pan Darcy wychodzi z domu pana Collinsa, można zauważyć przycisk elektrycznego dzwonka po lewej stronie drzwi .
 13. W scenie w Pemberley gdy Darcy nagle pojawia się przed Lizzy, cienie aktorów są dłuższe co sugeruje późne popołudnie. Jednak w następnej scenie, gdy Darcy jest już przebrany, cienie aktorów są krótsze, co wskazuje południe jako czas akcji.
 14. List Darcy'ego do Lizzy widzimy położony w otoczeniu wiórków z gęsiego pióra. Tymczasem z wcześniejszej sceny jasno wynika, że w nocy Darcy pisał ten list metalową stalówką.
15. Posiadłość Pemberly w rzeczywistości nie istnieje. Wnętrza, które możemy podziwiać w filmie, należą do Sudbury House w Derbyshire. Natomiast sam budynek, który widać w kilku ujęciach, to tak naprawdę Lyme Park w Cheshire.
 16. Zdjęcia do serialu kręcono w Belton, Welwyn Garden City, Buxton, Milton Keynes, Banbury, Lacock, Warwick, Chippenham, Cheshire, Hathersage, Teigh Oakham, Sudbury, Leek i Weston-super-Mare (Anglia, Wielka Brytania).
17. Dwór w Rosings został "zagrany" przez Belton House w Belton (Anglia). Posiadłość była również głównym miejscem akcji dla serialu "Moondial", oraz  przedstawiała Gateshead Hall w mini-serialu "Jane Eyre" (2006).
18. Anna Chancellor, która w serialu gra pannę Bingley, jest spokrewniona z Jane Austen należy do potomków starszego brata Austen - Edwarda.
 19. Susannah Harker (Jane Bennet)  w czasie trwania zdjęć była w ciąży, która pozostała niezauważona dzięki odpowiednim sukniom i szalom.
20. Joanna David (Pani Gardiner) i Emilia Fox (Georgiana Darcy) to w prawdziwym życiu matka i córka.
21. Przed nagraniem sceny tańca w Lucas Lodge, podłoga została nawoskowana tak mocno, że była zbyt śliska by aktorzy mogli na niej tańczyć. Do usunięcia wosku próbowano użyć różnych specyfików - ostatecznie ktoś wpadł na (skuteczny) pomysł polania podłogi Coca-Colą.
22. Jennifer Ehle (Lizzy Bennet) jest blondynką. Wiedząc, że będzie nosić na planie filmu ciemnowłosą perukę, aktorka obcięła włosy na bardzo krótko. Okazało się to jednak być dodatkowym problemem, ponieważ trudno było stylistom zatuszować krótkie kosmyki włosów wystające spod peruki.
23. Julia Sawalha (Lydia Bennet) grająca o 5 lat młodszą siostrę Jennifer Ehle (Lizzy Bennet), jest w rzeczywistości o rok starsza od Ehle.

Galeria zdjęć z filmu















Trailer z filmu





LISTA 25 NAJGORSZYCH FILMÓW DEKADY

Miałam zamieścić ten ranking z okazji końca roku 2013, ale niestety troszkę mi się przeciągnęło to w czasie;-). No, ale lepiej późno, niż wcale...
Ranking nie najlepszych, nie najpopularniejszych, ale najgorszych filmów dekady, co może być równie ciekawe, jeśli nawet nie ciekawsze od list, które zamieściłam wcześniej.
W internecie roi się od różnego rodzaju top list naj...,ale mi najbardziej spodobała się lista sporządzona przez czytelników Wirtualnej Polski. Są na niej adaptacje filmowe znanych książek i nie tylko...
Oto ona:

    1. "DZIEDZIC MASKI" 2005

    „Dziedzic maski” to zdecydowanie jeden z najgorszych sequeli dekady. Efekty specjalne z 1994 roku biją na głowę te z 2005, przypominając co rusz, że twórcy dysponowali zatrważająco małym budżetem. W obsadzie zabrakło wielkich nazwisk, a poziom dowcipu oscyluje między czerstwym, a żenującym. Przykrej jakości humor to tylko jedna z "zalet" tego filmu. Dla uciechy widza dziecko wali głową tatusia w jaja, zawinięta w bandaż kobieta w stroju kocicy dostaje kopa w żebra, żeby się z zawoju rozwinąć, zielone plemniki dają sobie ogonami po łbach w wyścigu do jajeczka, a żona głównego bohatera rzyga – dobrze, że bąbelkami – prosto na kamerę. Dla dopełnienia należy dodać, że film zaszedł na IMDB na 47. miejsce najgorszych obrazów w historii kina.
    Najbardziej rozsądnym będzie zapomnienie o jego istnieniu.


    2.  "YYYRREK!!! KOSMICZNA    NOMINACJA"

    Jeden z krytyków napisał, że jeśli kogoś nienawidzisz to puść mu ten film. „YYYREEEK" to kontynuacja równie kiepskiego „Gulczas, jak myślisz”, gdzie w rolach „aktorów” pojawili się uczestnicy, popularnego swego czasu, „Big Brothera”.
    Fabuła nie istnieje, tak samo jak aktorstwo, profesjonalne zdjęcia i humor, choć Gruza z uporem maniaka próbował nam wmówić, że to komedia. Jerzemu Gruzie udało się podwójne mistrzostwo, po pierwsze stworzył komedię tak nieśmieszną, że przez 80 minut ma się kamienną twarz, oraz najdłuższą reklamę piwa (piwo Gulczas)... Z rosnącym znużeniem obserwujemy istną lawinę bohaterów, których pojawianie się przeplatane jest piwem i gołymi tyłkami, co zapewne ma przyciągnąć uwagę widza. Poza tym mamy, nie wiadomo po co doklejonego, faceta przewijającego lalki i parzącego łokcie w wanience...(Janusz Rewiński).
    To przez takie produkcje panuje błędne przekonanie, że Polacy nie potrafią kręcić dobrych filmów.


    3.  "NORBIT"

    Amerykański tagline filmu- Have you ever made a really big mistake? - powinien właściwie wystarczyć za rekomendację. „Norbit” to kolejny przykład, jak Eddie Murphy rozpaczliwie próbuje wrócić do formy. Pamiętacie „Gliniarza z Beverly Hills”, „48 godzin” czy „Złote dziecko”? Mimo że nie były to filmy specjalnie wybitne, to nawet po latach ogląda je się z wielką przyjemnością. Murphy był dowcipny, bystry i widać, że miał jakiś pomysł na siebie, jako aktora i komika. „Norbit” jest komedią zrobioną na siłę, bazującą na krzywdzących stereotypach i po prostu mało śmieszną, ba, momentami żenującą prostackim poziomem dowcipu. Reżyser Brian Robbins serwuje nam klasyczny zestaw gagów o pierdzeniu, seksie z otyłymi oraz finalnym rzutem staruszką jako gwoździem programu .Norbit to król pechowców, mało mu się w życiu udało, ale jest tak irytująco dupowaty, że trudno mu współczuć. Za to współczucie należy się Eddiemu Murphy, że zagrał w tym gniocie.

          
    4.  "WYSPA CIENIA"

    Można mieć naprawdę duży problem z radosną twórczością Uwe Bolla, bo między Bogiem, a prawdą, to powinny się tu znaleźć wszystkie jego filmy.
    Ostatecznie wybór padł na „Alone in the dark”, ponieważ mimo że teoretycznie jest to ekranizacja serii gier, to nie ma z nimi prawie nic wspólnego.
    Poza tym film posiada wszystkie cechy "kina autorskiego" Bolla- jest fatalnie zrealizowany, fabuła to niedorzeczny zlepek przypadkowych scen, wprawiający w zdumienie nawet miłośników absurdalnych produkcji spod znaku Eda Wooda i Herschella Gordona Lewisa. Reżyser uznał najwyraźniej, iż tytuł nie powinien zdradzać fabuły filmu i główny bohater, zamiast "samotnie w ciemnościach" stawiać czoła nieznanemu złu, wspierany jest przez całą armię komandosów i (jakże by inaczej) seksowną blondynkę. Większość scen akcji ma miejsce w ciemności, nie wiadomo tylko czy miało to na celu ukrycie fuszerki montażysty, scenografa czy operatora a może chodziło o pokazanie fajnego efektu ognia wydobywającego się z rur karabinów.
    Z niepokojem obserwuje się informacje o produkcji Bolla, opowiadającej o koszmarze obozu koncentracyjnego…



    5.  "TOTALNY KATAKLIZM"

    Nie ma większej zbrodni niż nakręcenie nieśmiesznej komedii. Twórcy „Totalnego kataklizmu” udowodnili, że na durnowate parodie też trzeba mieć pomysł.
    Nie wystarczy tylko połączyć wątki z losowo wybranych produkcji i zatrudnić kilka apetycznych gwiazdek.
    To, co z powodzeniem przez wiele lat udawało się Braciom Zucker i reżyserowi „Strasznego filmu”, to w wydaniu twórców „Disaster Movie” po prostu żenuje i wywołuje niesmak. Tanie kostiumy, tanie żarty, tanie dekoracje i żałosne efekty specjalne to coś, co charakteryzuje ten film najbardziej. Taka produkcja sprawia wrażenie, jakby jakaś grupa przygłupich nastolatków z osiedla dostała kamerę, drobne kieszonkowe i wolną rękę. Ale to także film, który przekracza świadomie i bezwstydnie ramy kina klasy C i na dodatek nie wstydzi się tego. Takie kino może zyskać sobie nawet fanów. W końcu perwersyjne przyjemności można czerpać z wielu źródeł, czemu więc nie z wielkiego ekranu.


    6.  "ONDINE"

    Po premierze „Ondine” podniosły się głosy, że po niezłym „Śniadaniu na Plutonie", jest to oznaka spadku formy Neila Jordana, który chyba już nigdy nie zbliży się do szczytu swoich możliwości, jaki zaprezentował kręcąc „Wywiad z wampirem”.
    Tak czy inaczej „Ondine” jest sporym zawodem, tym bardziej, że kampania reklamowa i zamieszanie wokół romansu odtwórców głównych ról, rozbudziły w widzach apetyt na dobre kino. Niestety film Jordana nie jest owianym tajemnicą dramatem, tylko nieszkodliwą bajeczką, na którą, o ile nie mamy zszarpanych nerwów do ukojenia, trochę szkoda iść do kina.
    Nieciekawa fabuła została opowiedziana w taki sposób, że tylko najwięksi twardziele wytrwali do końca sensu nie chrapiąc w najlepsze. Nasza rodaczka również się nie popisała, a jej gra ograniczyła się do snucia po planie, pluskaniu i robieniu maślanych oczu. Kuriozalne zakończenie pomińmy milczeniem. Jedynymi plusami filmu okazały się irlandzkie krajobrazy i muzyka Sigur Rós. Lektura nieobowiązkowa.




    7.  "NINE"

    Są remaki, które może nie dorównują oryginałowi, ale przynajmniej bronią się jako sprawnie zrealizowane obrazy. "Nine" w reżyserii Roba Marshalla niestety nie należy do wyżej wymienionej kategorii.
    Sam pomysł odwołania się do filmów Federico Felliniego świadczy o braku instynktu samozachowawczego twórców.
    Spłyćcie fabułę, pozbądźcie się wszystkiego, co stanowiło magię pierwowzoru, zatrudnijcie znane nazwiska i dorzućcie parę śpiewano-tanecznych wstawek, a wyjdzie wam "Nine". Całość nuuudna do bólu. Lepiej  się ogląda dodatki na DVD dołączone do płyty z filmami o realizacji poszczególnych scen i reportaż z planu. "Nine" nie dorasta do pięt takim produkcjom jak "8 i pół" i "Dolce Vita" i grającym w nich: Marcello Mastroiannim i boskiej Anicie Ekberg.


     8.  "CIACHO"

    „Ciacho” to podręcznikowy przykład tzw. skoku na kasę. I najgorszego polskiego filmu od lat. Zdrowy rozsądek podpowiada, że komedia z definicji powinna śmieszyć. Na filmie Patryka Vegi z pewnością nie raz parsknęliście śmiechem. Z zażenowania. Czy twórcy naprawdę myśleli, że kogoś może rozbawić pstrokata marynarka, głupia mina Kononowicz czy wsadzenie sobie pierścionka zaręczynowego w tyłek?
    Choć film miał potencjał, to „Ciacho” jest spartaczone od początku do końca. Scenariusz składa się właściwie z luźno powiązanych scen, praktycznie w każdym kadrze dominuje nachalny product placement, a aktorzy rozmieniają swój talent na drobne. Gdzie się podziały takie filmy jak "Killer", "Chłopaki nie płaczą" albo "Poranek kojota"? Na dodatek wygląda to, jakby w Polsce brakowało aktorów, bo w każdej kolejnej nędznej produkcji występują ci sami oklepani do potęgi entej aktorzy.
    W filmie "Gulczas, a jak myślisz?", do tej pory uznawanym za najgorszą polską komedię ostatnich lat, przynajmniej zapamiętaliśmy dialogi dotyczące spóźniającego się Dariusza. W "Ciachu", choć niektórzy bardzo się starali, nie zapadło w pamięci nic. A właściwie nic dobrego.



    9.  "RH+"

    „RH+” czyli dwugodzinna reklama marek odzieżowych oraz nudne rozmowy miotających się po planie gwiazdek i Michała Figurskiego, dla którego, umówmy się, nie był to najszczęśliwszy debiut.
    Miało być strasznie i przerażająco– w końcu twórcy zapowiadali pierwszy polski prawdziwy thriller. Wyszła jedna wielka żenada. Zamiast planowanego napięcia mamy zatem złośliwe komentarze, uśmiechy niedowierzania i totalne rozprzężenie widzów.
    Nie może być jednak inaczej, kiedy w trakcie projekcji jesteśmy traktowani filozoficznymi wykładami w stylu "tyle po nas zostaje, co w ludzkiej pamięci" wygłaszanymi przez patologa, który zaledwie minutę wcześniej oznajmiał "czytam z ludzkich wnętrzności lepiej niż z książek". Sceny sztuczne, bo albo dziewczyny zlizywały z siebie alkohol, albo faceci nieudolnie udawali martwych (tak, można fatalnie zagrać zwłoki).
    Po dłuższym zastanowieniu można dojść do wniosku, że cały film zmierza do jednej sceny - pokazania nagiej Anny P.
    Twórcy „RH+” zawarli w produkcji obiecywany koszmar- szkoda tylko, że w dialogach, scenariuszu i grze aktorskiej. W filmie najlepiej zagrały fantastycznie oświetlone torby z zakupami.



    10.  "WIEDŹMIN"

    Świetna książka i... beznadziejna ekranizacja. Twórcy już w pierwszych minutach zgubili pierwotny zamysł scenariusza.
    Pozostał zlepek przypadkowych scen, których jedynym wspólnym mianownikiem był nadużywający żelu do włosów Michał Żebrowski.
    O ile na zdjęciach promocyjnych aktor prezentował się świetnie, to wystarczyło, żeby raz się odezwał, a publiczność zaczęła się zastanawiać się czy to Wiedźmin, czy jeszcze Pan Tadeusz. Plastikowe dekoracje wręcz idealnie korelowały z drewnianą grą aktorską. Smok rodem z „Reksia”, styropianowe lawiny, gumowa Kikimora i nieskazitelnie czyste kostiumy aktorów.  Reżyser tego filmu powinien obejrzeć sobie "Xenę - wojowniczą księżniczkę ", gdzie jest pokazane czarno na białym jak mają wyglądać sceny bitewne, które w "Wiedźminie" są totalnie spaprane. Największą zaletą tego serialu jest to, iż w ogóle powstał; jego największą wadą, że nadal istnieje. Parafrazując słowa autora literackiego oryginału, można powiedzieć, iż gusta, którymi kierują się polscy „ludzie kina”, nie po raz pierwszy stanowią dla nas absolutną tajemnicę…




    11.  "SEKS W WIELKIM MIEŚCIE 2"

    Przed laty serial HBO „Seks w wielkim mieście” zrewolucjonizował spojrzenie Amerykanów na współczesne kobiety. Zdumione purytańskie społeczeństwo zachwyciło się nową american woman i pogrzebało dotychczasową królową, idealną Panią Domu- Marthę Stewart, razem z jej świątecznymi wypiekami.
    Jednak 12 lat później rewolucja została zaprzedana za blichtr, przepych i wybujałą teatralność. Do tej pory cztery babki z „Seksu w wielkim mieście” były ikonami mody. Teraz stały się jej ofiarami. Sarah Jessica Parker powinna oskarżyć chirurga plastycznego - wygląda w filmie jak transwestyta, a wersja kinowa serialu wypełniona jest wyłącznie cukrem pudrem, świecidełkami i miłosnymi wyznaniami na poziomie dwunastolatek.
    Jeśli ktoś lubi się nacierać pudrowymi cukierkami i ściskać misie mówiąc im jak bardzo cukierkowy ślub sobie wyobrażają z bogatym Arabem to generalnie film jest godny polecenia:-)



    12.  "KOCHANKOWIE ROKU TYGRYSA"

    Pewna redakcyjna recenzentka napisała:
    "Bohater Żebrowskiego miota się, nudzi, a w dziewczynie zakochuje, jak widzi jej piersi. Niby chce odejść, ale sam nie wie, potem już nie chce, ale musi. A wszystko dzieje się w Chinach nie wiem tylko, po co- czy to ukłon reżysera przed świetnie rozwijającym się Państwem Środka, czy duży budżet, który trzeba było jakoś wykorzystać. Szkoda Żebrowskiego okropnie- zdolny to człowiek, charyzmatyczny, niezależny- a tu raz "Wiedźmin", raz "Tygrys"..."
     W "Kochankach" prawie nic się nie dzieje. Bohaterowie wędrują po tajdze polując bądź sprawdzając zastawiane przez myśliwego sidła oraz prowadząc konwersacje o niczym.Przez 80 minut główny bohater snuje się po ekranie, by na krótko przed końcem zorientować się, że Song jest w rzeczywistości właścicielką ponętnej pary "cycuszków". W ciągu następnych 5 minut zatem ją uwodzi, pomiędzy młodymi wybucha płomienne uczucie i pojawia się napis KONIEC. I to chyba na tyle...




    13.  "ZDARZENIE"

    W przeciwieństwie do swoich poprzednich filmów, Shyamalan w mniejszym stopniu postawił na klimat i tajemnicę (które zawsze były jego specjalnością), a w większym na makabrę i krwawe efekty. Czy mogło z tego wyjść coś dobrego? Wizja apokalipsy robi duże wrażenie, choć nie stanowi nowej jakości w kinie. Amerykanie byli przygnębieni wojną w Iraku i stagnacją gospodarczą, więc wyżywali się przez opowiadanie przyprawiających o gęsią skórkę historii. Może prezydentem powinien zostać demokrata? Hollywoodzkie filmy zrobiłyby się wówczas dużo weselsze.
    Fabuła i jej rozwiązanie są do przełknięcia, jednak tylko w przypadku gdybyśmy mieli do czynienia z filmem klasy „B” z lat 50., a nie współczesną hollywoodzką produkcją.



    14.  "GHOST RIDER"

    Czy aktor o spojrzeniu zbitego cocker spaniela mógł wiarygodnie wcielić się w bezlitosnego demona zemsty? Czy Mark Steven Johnson, reżyser odpowiedzialny za fatalną „Elektrę” i jeszcze gorszego „Daredevila”, był w stanie nakręcić dobry film?
    W tej produkcji Blackheart i sprzymierzone z nim demony wyglądają przy głównym bohaterze jak banda obłąkanych wieśniaków. Cage jako główny bohater daje plamę na całej linii, gra jakby nie miał wcale ochoty brać udziału w całym przedsięwzięciu. Jego filmowa partnerka Eva Mendes kolejny raz udowadnia, że jest beznadziejną aktorką. Jej gra ogranicza się do serwowania słodkich minek rodem z komedii romantycznych.
    Przygody Ghost Ridera, bohatera serii wydawnictwa Marvel, to świetny materiał na film i trzeba było naprawdę bardzo się postarać, żeby to spartaczyć. Film Johnsona wykonaniem przypomina produkcje telewizyjne, a scenariusz… jaki scenariusz? Z całą pewnością były to najgorzej wydane pieniądze na bilet do kina w ciągu ostatnich paru lat.



    15.  "BELFEGOR  - UPIÓR LUWRU"

    „Belfegor - upiór Luwru” to pełnometrażowy remake popularnego u nas w latach 60. serialu. Remake, dodajmy, zupełnie nieudany.
    Nie chodzi tutaj o samą fabułę, która jest zupełnie niedorzeczna. Największe zastrzeżenia dotyczą wykonania, które przywodzi na myśl produkcje telewizyjne, a nie kinowy megahit. Widzowie, którzy "lubią się bać" raczej się nie przestraszą, a gęsia skórka będzie wywołana przez klimatyzację, a nie wydarzenia na ekranie. Belphegor, wygląda chwilami jak klaun, jest bardzo sztuczny, niekiedy nawet groteskowy i, co najważniejsze, nie straszy.
    Film w reżyserii Jean-Paula Salomé’a po raz kolejny udowodnił, że Francuzi to sprawni rzemieślnicy, którzy zupełnie nie potrafią ciekawie opowiadać historii.



    16.  "MGŁA"

    John Carpenter kręcąc swoją „Mgłę” dysponował ograniczonymi środkami finansowymi i technicznymi – nie zapominajmy, że był to początek lat 80. Mimo to powstał świetny film grozy, który, podobnie jak „Halloween”, trzyma w napięciu od początku do końca.
    Twórcy remaku z 2005 roku mieli ułatwione zadanie. Technologia poszła naprzód, a budżet jakim dysponowali, kilkukrotnie przewyższał ten, jaki miał Carpenter.
    Nic z tego. Film Rupert Wainwrighta szokuje… poziomem amatorszczyzny, zamiast straszyć śmieszy, udowadniając przy okazji, że mainstreamowy horror w ostatnich latach przeżywał regres. Pokrótce: na Sea Grass kumple Nicka urządzają sobie imprezkę z seksem, mgła zaś rzuca nożami i kładzie trupem trzy osoby. Mgła zderza samochód Stevie z drugim autem i tym samym spycha go z urwiska do oceanu, a ta, jak superheroska, wypływa. Byty mnożone są ponad potrzebę, napięcia brak, muzyka nie do zniesienia, jak zresztą wszystko pozostałe.Te oraz wiele innych wad dopełniają fatalne efekty specjalne oraz w ogóle wszystko.  



    17.  "BEZ MOJEJ ZGODY"

    Film w reżyserii Nicka Cassavetesa to adaptacja bestsellerowej powieści Jodi Piccoult i chyba jedna z najgorszych produkcji 2009 roku.
    Opowieść o dziewczynce, która poznając prawdę o okolicznościach swojego poczęcia, postanawia podać swoich rodziców do sądu, gra na naszych emocjach, stosując najbardziej ordynarne i ograne chwyty, jakie możemy sobie wyobrazić. Cassavetes nawet przez chwilę nie udaje, że interesuje go zgłębienie kwestii etyczno-moralnych. Zostaje co prawda sformułowane pytanie o prawo do samodzielnej kontroli własnego (i czyjegoś) życia, ale szybko pokrywa się ono hollywoodzką zawiesiną mdłej melancholii.Całość skonstruowana jest tak, by popcorn w gardle nie stanął, a paczka chusteczek, co do sztuki, starczyła do ostatnich minut.
    Określenie „tandeta” będzie w tym przypadku pasowało, jak ulał. Jeden z tych filmów, po których, wychodząc z kina nie jesteśmy pewni czy doświadczyliśmy katarktycznego uzdrowienia czy też ulegliśmy zwykłej manipulacji emocjonalnej.





    18.  "NAGI INSTYNKT 2"

    Kontynuacja niekwestionowanego przeboju udowadnia smutną prawdę, że wejście dwa razy do tej samej wody jest po prostu niemożliwe.
    Płaska akcja, nijaka fabuła i przerysowana do granic możliwości Sharon Stone tylko utwierdziły nas w przekonaniu, że rocznik ’92 smakował  dużo bardziej. Podchody, jakie czyni Stone, by uczynić ze swej bohaterki jeszcze większego wampa, śmieszą, a z czasem nawet irytują. Prężenie ciała, odsłanianie sukienki i mówienie o tym, "z której strony chce być rżnięta", wydaje się wyjątkowo prostackie. Również sama intryga nie zachwyca. Scenariusz przypomina dobrze wykonaną pracę domową bez najmniejszego polotu. "Nagi instynkt 2" zawiódł na całej linii. Otrzymał aż siedem nominacji do Złotej Maliny. Zasłużył jednak na jedną statuetkę. Za najgorszy film roku.






    19.  "SPIRIT - DUCH MIASTA"

    Łukasz Muszyński napisał, że „Spirit jest niczym pistolet na wodę - kształtem przypomina prawdziwą broń, ale zabić może wyłącznie strumieniem... nudy."
    Frank Miller miał do dyspozycji znanych aktorów, niemały budżet oraz scenariusz oparty na komiksie Willa Eisnera, ojca chrzestnego powieści graficznej. Okazało się, że to nie wystarczyło.
    Mimo że obraz powala warstwą formalną i w zgrabny sposób przenosi niuanse języka komiksu na wielki ekran, to całość prezentuje się wyjątkowo nijako, dając argument, że mamy do czynienia z marną podróbką „Sin City”. To, co wylewa się z ekranu kinowego, można by więc porównać do resztek wydalonych z pokaźnego żołądka popkultury. Nawet strona wizualna filmu, choć na pierwszy rzut oka interesująca, jest zaledwie kopią pomysłów z "Miasta grzechu". Miller umie komponować obrazki, ale nie wie, jak połączyć je w całość, która nie rozpadnie się przy najbliższym podmuchu wiatru. Na sali kinowej będą go generowali ziewający widzowie.



    20.  "OBCY KONTRA PREDATOR 2"

    Na ten crossover fani obu serii czekali od momentu, kiedy w 1994 na rynku pojawił się komiks krzyżujący losy dwóch najbardziej niebezpiecznych ras, jakie kiedykolwiek pojawiły się na wielkim ekranie.
    Pierwsza część spotkała się z dość chłodnym przyjęciem kinomanów, zawiedzionych małą ilością krwawych scen, na które wszyscy tak liczyli- w końcu marka zobowiązuje. Jednak wszelkie niedociągnięcia AVP bledną przy sequelu.
    Trailer rozbudził nadzieje, które okazały się niestety płonne. Zamiast krwawej jatki twórcy zaserwowali nam komiczną parodię horroru z cyklu „seksowne nastolatki, które zawsze uciekają w złą stronę” z fabułą tak absurdalną, że „Transformers 2” to najbardziej logiczny film ostatniego półwiecza. Trzeba mieć wielki talent aktorski, aby, kiedy wszędzie wokół walają się flaki, umieć powiedzieć z kamienną miną odkrywcze i wiekopomne "Ed, tu giną ludzie?". Permanentna rzeź wszelkich możliwych stworzeń, fantastyczny scenariusz, dialogi będące klasą samą dla siebie i specyficzna gra aktorska. Wszystko to daje mieszankę doprawdy wybuchową, na której każdy fan prawdziwie dobrego złego kina powinien się świetnie bawić.




    21.  "PIŁA IV"

    Wśród naszych propozycji na najlepszy dreszczowiec dekady znalazła się pierwsza część „Piły”. Film Jamesa Wana odbił się szerokim echem wśród widzów na całym świecie i pokazał, że kinomani głodni są mocnych wrażeń. Poza tym „Piła” oferowała całkiem niezły, trzymający w napięciu scenariusz.
    Niestety, kolejne części okazały się jedynie odcinaniem kuponów, polegającym na spłycaniu, i tak już niespecjalnie głębokiej, fabuły oraz epatowaniu co raz wymyślniejszymi scenami tortur, które wywoływały bardziej salwy śmiechu niż obrzydzenie. Makabryczne gry są jeszcze bardziej bezwzględne, krwawe i widowiskowe. Ofiary znów stoją przed wyborami typu "wydłub se oczy albo zgiń". Jednak jest to tylko i wyłącznie powtórka z rozrywki. Nadal miło ogląda się te poucinane kończyny, wrzaski czy co tam się znajdzie. Widać jednak zmęczenie materiału. Formuła mordercy, który uczy życia, zwyczajnie już się przejadła.



    22.  "KOBIETA - KOT"

    Czy można popsuć adaptację komiksu do tego stopnia, że nawet najbardziej gorliwi miłośnicy kobiet w trykotach wychodzili z kina z kwaśną miną? Smutny przypadek „Kobiety-Kota” pokazuje, że jest to możliwe.
    Twórcy wyszli z założenia, że widzowie przymkną oko na szczątkowy scenariusz, zapatrzeni w powabne Halle Berry i Sharon Stone… Abstrahując od fatalnego wykonania i słabych dialogów, nie można przejść obojętnie obok tego, co reżyser zrobił z tytułową bohaterką.
    Kobieta-Kot w stosunku do oryginału ma zmienione imię i nazwisko, posiada supermoce, a jej kostium przypomina raczej „uniform” striptizerki, niż komiksowy odpowiednik. Scenariusz - nad którym pracowało aż 3 autorów - sprawia wrażenie, jakby napisała go jedna osoba, po kilku piwach, na kolanie i w przerwie szczególnie emocjonującego meczu.
    Zastanawia również przynależność etniczna bohaterki. Poprawność polityczna poprawnością, ale akurat ten zabieg był zupełnie niepotrzebny. "Kobieta-kot" to film zły od początku do końca.



    23.  "FANTASTYCZNA CZWÓRKA 2: NARODZINY SREBRNEGO SURFERA"

    W tym przypadku nie ma nad czym się rozwodzić. "Fantastyczna Czwórka 2" to chyba najgorsza ekranizacja komiksu, jaka kiedykolwiek powstała.
    Tragiczne efekty komputerowe, papierowi bohaterowie, koszmarne dialogi i scenariusz, który równie dobrze mógł posłużyć za kanwę kreskówki z lat 60.
    Film również pokazuje, że niektóre historie obrazkowe po przeniesieniu na wielki ekran, rażą niestety infantylnością. Ale nie ważne o co chodzi, ważne, żeby byli bohaterowie w kostiumach bo dzieciaki to kochają.
    Druga sprawa- postać Srebrnego Surfera miała spory potencjał, którego Mark Frost i Don Payne zupełnie nie wykorzystali.



    24.  "GIGLI"

    W tym roku kapituła przyznająca „Złotą Malinę” uznała film Martina Bresta za najgorszą produkcję dekady.
    Sześć lat temu „Gigli” również zostało dostrzeżone, otrzymując aż osiem statuetek tej zaszczytnej nagrody. Czyni go to swoistym rekordzistą.
     Ze swojej strony dodamy tylko tyle, że Jennifer Lopez to największe „drewno” jakie kiedykolwiek mieliśmy wątpliwą przyjemność oglądać, a sam film to najgorzej zagospodarowane dwie godziny naszego życia. Film z Jennifer Lopez i Benem Affleckiem w 2003 roku zrobił spektakularną klapę. Obraz zniknął z ekranów kin zaledwie po trzech tygodniach.



    25.  "FENOMEN"

    "Fenomen" w pierwotnym zamierzeniu miał być protestem wymierzonym w rodzimy show biznes, epatujący odbiorców medialną pulpą. Pomysł odważny i wydawać by się mogło, że dość łatwy do zrealizowania, ponieważ reżyser za broń wymierzoną w oponentów wybrał komedie. Szkoda tylko, że po głowach dostaliśmy – my, widzowie. Przecież niczemu nie zawiniliśmy! Oglądając "Fenomen" można się bowiem zastanawiać, do kogo jest on skierowany. Część dowcipów to typowe "inside jokes", które śmieszyć będą pewnie tylko ekipę i tych, co siedzą w show-biznesie. Inne skecze prezentują żenująco wręcz niski poziom, co zapewne przypadłoby do gustu osobom pokroju filmowej Oliwii i Jadźki. Wiele scen będzie zaś zrozumiała tylko dla widzów mających już trochę lat na karku i pamiętających "Chłopców radarowców" i "Kabaret Olgi Lipińskiej".
    Twór w stu procentach środowiskowy, pełen umizgów pojawiających się w epizodach decydentów i wątpliwej klasy celebrytów. Film powstał na zamówienie miasta Płocka, które użyczyło twórcom plenerów, finansów i tłumu.
    Przykrym rezultatem tych zabiegów jest reklamowy, pozbawiony jakiejkolwiek wiarygodności banner o niedorzecznym poczuciu misji, ostatecznie wykluczającym sklasyfikowanie go jako niegroźnej ciekawostki.



    Zobacz także:
    61 najlepszych adaptacji filmowych 
    100 książek, które musisz przeczytać przed śmiercią 
    100 filmów, które musisz zobaczyć przed śmiercią